poniedziałek, 3 marca 2014

19. Lie in my arms, sleep secure

     Nie miałam zbyt wiele czasu na poznawanie mojego dziecka, mały z racji tego, że był wcześniakiem leżał na swoim oddziale w inkubatorze. A ja dwa piętra wyżej na hematologii, widziałam go codziennie, Matt chodził do niego i dzwonił do mnie na Facetime, widziałam jak spał, jak jadł, grymasił i ruszał swoimi małymi rączkami i nóżkami. Wieczorami byłam sama, wpadali moi rodzice, o dziwo na wieść o mojej rychłej śmierci nawrócił się mój ojciec, nawet cieszył się z wnuka. Ja jeszcze mogłam przyjmować gości to dopiero pierwsza seria chemioterapii więc moja odporność nie była gorsza od tej którą miałam na starcie mojej walki z białaczką. Matt na kilka godzin wpadał z chłopakami do studia, mieli materiał na naprawdę dobrą płytę. Napisał piosenkę dla naszego syna, to było słodkie. On nie dopuszczał do siebie myśli, że może mi się nie udać, ja czułam, że walka z chorobą może nie być taka łatwa. A kosiarz coraz częściej pukał w szybę mojego okna. Jedno co mnie pocieszało, to fakt, że nawet jeśli odejdę, Matt zostanie z kimś kto będzie go kochał bez względu na wszystko, tak samo jak ja.

- Matt, zetniesz mi włosy?

- Jesteś pewna? Nie wolisz poczekać, aż same wypadną?

- Chcę się ich pozbyć sama, nie chcę patrzeć jak powoli znikają. - Poszedł po maszynkę, która była u pielęgniarek, patrzyłam jak kolejne pasma moich długich włosów spadają na ziemie, a ja widziałam w lustrze kobietę, której nie znałam.

- Jesteś piękna kochanie.

- Nie jestem... jestem chora, słaba, jestem jedną z tych, za którą chodzi śmierć.

- Przestań tak mówić. - Był zły – wyjdziesz z tego bo jesteś cholernie twardą kobietą, nie poddajesz się tak łatwo.
- Ile razy można upadać Matt?

- Dopóki ma się siłę wstać, lub ma cię kto podnieść, a ja będę zawsze przy tobie.

- Pojedziemy do małego?

- Za chwilę masz chemie, pojedziemy jutro rano. - Zbierał moje włosy, ja ubrałam na głowę chustę, którą przyniosła mi mama.

Po dwóch tygodniach i litrach przelanego we mnie chemicznego świństwa mogłam wyjść do domu, jednak ja spędzałam całe dnie na oddziale. Wieczorami Matt zabierał mnie do studia, szlifowali teraz właśnie Crimson Day, wsłuchiwałam się w każde słowo, każdą nutę.

- Jak się czujesz? - Spytał mnie Zack, siadając obok na kanapie.

- Całkiem nieźle jak na kogoś, kto umiera.

- Przestań tak mówić, nie umrzesz. Masz dla kogo żyć.

- Mam i chcę żyć, ale nie wiesz jak to jest nie mieć siły nawet oddychać. Czuć ból silniejszy od tego gdy ktoś cie kopnie w jaja.

- A skąd ty wiesz jak to boli? - zaśmiał się, a ja razem z nim. Te kilka razy gdy Matt zabierał mnie ze sobą do studia dawało mi sporo energii na późniejszą walkę. Chłopcy mocno wspierali Matta i mnie, odwiedzali małego w szpitalu, a nasz dom już pękał w szwach od ilości prezentów jakie dostał nasz syn. Ja sama nie mogłam się doczekać kiedy będę już mogła zabrać go do domu. Najwcześniej miało to nastąpić po mojej drugiej serii z chemią.

    Wróciliśmy do domu, mały Tommy spał teraz w moich ramionach, ja leżałam w łóżku, od kilku dni wychodziłam tylko do łazienki, byłam bardzo słaba. Chciałam się nacieszyć moim okruszkiem.

- Przyniosłem ci herbatę, może się zdrzemniesz. - Usiadł przy nas, pogłaskał syna po główce.

- Chcę jeszcze z nim posiedzieć, jest taki śliczny. Chciałabym zobaczyć jak dorasta.

- Emma przecież zobaczysz, damy sobie radę, lekarz mówił, że po tej drugiej serii może być gorzej, twój organizm przestaje się bronić. Nie wiem jak wytrzymam kwarantanne od ciebie gdy przejdziesz przeszczep szpiku.

- Nadal nie ma dawcy, mój brat nie może mi oddać szpiku, więc nie wiadomo, czy do przeszczepu w ogóle dojdzie.

- Przestań być taką cholerną pesymistką.

- Jestem realistką kochanie, tylko ty nie widzisz tego, że umieram.

- Nie umierasz! - krzyknął a nasz mały Tommy się obudził i rozpłakał. - Przepraszam...

- Już malutki, już nie płacz. - Tuliłam go i zaraz był spokój, uwielbiałam te chwile, gdy uspokajał się w moich ramionach.

     Trzecią serię chemii spędziłam niemal bez obecności nikogo, mój mąż wpadał sporadycznie, chciał być ciągle ze mną, ale mu zabraniałam, po pierwsze ma się opiekować dzieckiem, po drugie nie pozwolę, żeby patrzył na to jak powoli odchodzę, po trzecie chciałam żeby chodził do studia, tylko tam zapominał o całym tym gównie jakie nas otaczało w związku z moją chorobą. Nie wiedziałam tylko, że mój stan pogorszy się tak nagle, wtedy nie było go przy mnie, a ja zaczęłam się bać. Chcę go jeszcze raz zobaczyć... odejść czując się bezpiecznie, kochanie gdzie jesteś.

- Emma! - wbiegł na sale, usiadł przy mnie, zaraz wziął mnie na kolana, ja przytuliłam głowę do jego klatki piersiowej, słyszałam jak szybko bije jego serce, to nie potrwa długo mój miły. - Kochanie, lekarz mówił...,że ty, on się myli...  ja nie mogę, ty nie możesz słyszysz, nie zostawiaj mnie...

- Matt- resztkami sił uniosłam dłoń, by dotknąć jego policzka – Sprawiłeś, że byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi... mój kochany Matt. - Jego łzy spływały po mojej dłoni, pocałował mnie w czoło. - Kochanie, zaśpiewaj mi.

- Co mam ci zaśpiewać? - pociągnął nosem, a kolejne łzy skapnęły na mnie.

- Piosenkę dla naszego szkraba. I przytul mnie mocniej, Matt zimno mi... -okrył mnie kołdrą, przytulił mocniej i zaczął śpiewać. A jego żal, smutek i łzy eksplodowały przy drugiej zwrotce, nim jeszcze zaczął ją śpiewać. Moja dłoń osunęła się z jego mokrego policzka, moje serce biło wolniej...

- Don't speak, no use for words, lie in my arms, sleep secure. I wonder what you're dreaming of lands rare and far a timeless flight to reach the stars. A lifetime full of words to say I hope that time will slow the passing day. Emma... nie, nie ! - Moje serce przestało bić, a jego śpiew i płacz przerwał długi, nieprzerwany pisk wydobywający się z kardiomonitora. Przyszła tylko pielęgniarka i wyłączyła to urządzenie. Stałam wtedy już obok, patrzyłam jak on tuli moje bezwładne ciało, kochanie nie płacz, będę zawsze przy tobie i w twoim sercu. Dałam ci kogoś kto nadal będzie czynił cie lepszym człowiekiem, nie bój się, wszystko się ułoży. Kocham cie.
  

2 komentarze:

  1. Dobra. To tak. O rozdziale nic nie będę pisała, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafię. Nie potrafię pogodzić się z tym, że tak to zakończyłaś. Szanuję, ale nie przyjmuję do wiadomości. W każdym razie mam serce w kawałkach i na razie nic go nie sklei:( Poza tym, chyba przez co najmniej miesiąc nie będę potrafiła słuchać Crimson Day. Dzięki...
    Przechodząc do rzeczy. Dziękuję Ci za kolejne świetne opowiadanie! Uwielbiam to, co tworzysz i zawsze czekałam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że znajdziesz kolejną inspirację, by napisać następne. Będę go oczekiwała z niecierpliwością^^ Pokochałam E., ale co ważniejsze, dzięki Tobie znalazłam jakieś ciepłe uczucia do M. ;) A wierz mi, po całej sytuacji w opo Kasi, nie było to proste^^
    Niesamowicie podoba mi się Twój styl pisania, humor i to, jak potrafisz grać z moimi uczuciami. Dziękuję za wszystko (z wyjątkiem tych łez, które wczoraj wylałam) i mam nadzieję, że spotkamy się w następnej, stworzonej przez Ciebie historii. Więc spinaj poślady i do pisania:)
    Po raz ostatni tutaj,
    Buziole, Twój tęczowy jednorożec, Pat:******
    <33333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez jakiś czas będę tylko czytać opowiadania, szukając inspiracji. Liczę, że nabiorę odpowiedniej mocy mózgowej po przytuleniu Matta w czerwcu, albo chociaż jak go zobaczę :)

      Usuń