niedziela, 9 lutego 2014

1. Nigdy niespełniona miłość.

   Odkąd tylko Tom wszedł do domu chciałam, żeby wsadził kutasa we mnie, popchał, wyciągnął i poszedł. Nie układało nam się, ja to wiedziałam, on jakby nie przyjmował tego do wiadomości. Leżałam naga na łóżku, on wchodził we mnie raz za razem, spojrzałam na jego twarz.  Był skupiony na tym by sprawić mi jak najwięcej przyjemności, pojękiwałam zgrywając się z jego ruchami, pewnie myślał, że jest w tej chwili bogiem seksu. Cóż... nie był. Wpadłam na genialny pomysł, gdy przyspieszył i wiedziałam, że zaraz skończy, zaczęłam odgrywać rolę życia.
- Och tak, jeszcze. Tak mi dobrze, mm... no dalej Matt, dalej, nie przestawaj, och Matt już blisko.  - poczułam jak wyszedł ze mnie, spojrzałam w jego stronę. - Przepraszam, ja... przepraszam. Nie wiem co się stało.

- Ale ja wiem, to było gorsze od kastracji, dzięki i cześć - zarzucił na siebie szary podkoszulek, zapiął spodnie, wsunął stopy w buty i wyszedł z mojej sypialni, a potem trzaskając drzwiami zniknął z mojego domu.

- I święty spokój.  - poszłam pod prysznic, później nalałam sobie soku do szklanki i przechadzając się po domu w rozpiętej koszuli w kratę, czekałam aż Abby odbierze telefon.

- Cześć mała, co tam? - usłyszałam w słuchawce i dzień od razu stał się lepszy.

- Zastanawiam się, co robisz i czy masz ochotę pogadać.

- Pewnie, wpaść do ciebie, czy wystarczy terapia przez telefon?

- Spławiłam w końcu Tom'a...

- Nie uwierzę, że jest ci z tego powodu smutno, nie znosiłaś go. To i tak dziwne, że wytrzymałaś z nim 3 miesiące.

- Gdy udawałam, że dochodzę, zaczęłam wołać Matt'a

- Jesteś taką suką... - zaśmiała się, mi nie było do śmiechu.

- Wiem, mogłam to rozwiązać inaczej, on był dobrym facetem, to nie jego wina, że nic do niego nie czułam.

- Emma, czy ty się kiedyś uwolnisz od niego?

- Nie... wiem, że nigdy nie będę jego, tym bardziej teraz, zaraz się żeni. Ale to co do niego czuje, to zawsze było więcej niż przyjaźń.  - westchnęłam.

- Val zaprosiła cię na wieczór panieński?

- Ty chyba zwariowałaś.. przecież ona mnie nienawidzi. Wie, że spałam z Matt'em wiele razy podczas tras koncertowych, nie chciała nawet żebym pojawiła się na ślubie. Ale jak to powiedział Shadows, jestem częścią tej rodziny, więc nie wyobraża sobie ślubu beze mnie.

- Szkoda, że nie z tobą.

- Abby! nie dokładaj mi proszę... miałaś mnie pocieszyć.

- Może znów cie przeleci. Tak może być?

- Jesteś potworem. Mam z nimi jechać do Vegas... jako jedyna kobieta, na wieczór kawalerski.

- Zawsze się trzymałaś z facetami, ciekawe, że masz przynajmniej jedną przyjaciółkę.

- Możesz przestać? Bo zaraz będę bez przyjaciółki, potem bez przyjaciela, bo ta sucz jak go już zaobrączkuje, to nie wypuści z tych swoich szponów.

- Zawsze ją lubiłaś, najwięcej miłości okazałaś jej w liceum, wkładając jej łeb do kibla.

- Żałuję, że jej wtedy nie zabiłam.  Czekaj ktoś puka do drzwi, zadzwonię do ciebie. - Zapięłam koszulę szybko i niedbale, była nieco za duża, więc zakrywała mój goły tyłek. - Co ty tu robisz? -wpuściłam do domu Sanders'a i zamknęłam za nim drzwi.

- Przyjechałem po ciebie, przecież jedziemy do Vegas... to twój strój? - poruszał brwiami w górę i w dół - podoba mi się.

- Pieprz się, to dzisiaj, teraz zaraz? ja się nie spakowałam, poczekaj chwilę - jego ręce mocno oplotły mnie w talii - Co ty robisz?

- Nie przywitałaś się - ucałował mnie w policzek i zniżył głowę, by wtulić ją tuż przy mojej szyi. Przymknęłam oczy, czując jak coraz mocniej bije mi serce, jak pragnę go mieć tak blisko już zawsze.

- No już, wielkoludzie, dość tych czułości, bo nigdy się nie wyszykuję. - najszybciej jak się dało uwolniłam się z jego uścisku i pobiegłam się przebrać i spakować.
  On w tym czasie plądrował moją lodówkę. Wróciłam po 10 minutach z plecakiem,  czarnych rurkach i topie na ramiączkach, na to miałam zarzuconą katanę z naszywkami ulubionych zespołów. To kurtka jeszcze z liceum, Matt miał podobną, ale spalił podczas jednego ogniska na plaży " bo dogasało" ... nigdy nie był zbyt normalnym facetem, ale może dlatego tak go kocham.

    Poznałam go gdy mieliśmy po jakieś 4 lata, z tego okresu mało pamiętam. Ale kiedy byliśmy nieco starsi i obciął mi warkocz, co poskutkowało fryzurą na chłopaka przez pół roku... myślałam, że będę najmłodszą osobą w USA, która kogoś zabiła. Dorastaliśmy razem w Huntington Beach, chodziliśmy do tej samej szkoły, na dywaniku dyrektora zawsze lądowaliśmy we dwoje.  Wspólne kłopoty, radości, przygody, to wszystko nas do siebie zbliżyło. Mnie aż za bardzo, dopiero pod koniec liceum znów byliśmy w jednej szkole. Tam poczułam do niego coś więcej, niż tylko ogromną sympatię i radość ze spędzania z nim czasu. Wiedziałam, że się zakochałam, ale nie dawałam tego po sobie poznać.  Na bal szkolny czekałam jak idiotka, liczyłam, że mnie zaprosi. Niestety w naszym życiu i między nami, pojawiła się Val. Matt kompletnie zwariował, spędzaliśmy coraz mniej czasu, a gdy ją zaprosił, na ten pieprzony bal, pękło mi serce. Ona chodziła dumna jak paw, miała najbardziej niedostępnego faceta na ziemi. Uważała, że to ona zrobiła z niego lepszego faceta, prawda była inna, Matt  tylko ze mną rozmawiał o swoich problemach, ufał mi i wiedział, że ja jedna go rozumiem. Gdy zaczynł z Avenged Sevenfold nie opuściłam żadnej próby, żadnego spotkania podczas którego nagrywali demo. Jako pierwsza dowiedziałam się, że zainteresowała się nimi wytwórnia WB. Potem odnieśli sukces, były trasy koncerty i kolejne ogromne sumy pieniędzy spływające na ich konta. A on nadal zwierzał się mi, dzwonił, prosił o rady. Przez pewien czas byłam jego kochanką, wiedziałam na co się piszę. Nie żałuję, każda łza, po powrocie do domu, była warta poczucia spełnienia, które czułam gdy mogłam spać w jego ramionach.

- Hej, o czym tak myślisz? - spytał mnie i lekko połaskotał.

- Że chcę się już upić z wami w Vegas.

- Jeszcze chwilkę mała.  Za 10 minut lądujemy.

- Matt, jesteś pewny, że chcesz się ożenić?

- Wiesz jakie mam zdanie o ślubie, mi się ta cała szopka nie uśmiecha, ale niech już ma.

- Bierzesz w ogóle to na poważnie, czy po prostu chcesz to odbębnić i dobrze się bawić z przyjaciółmi?

- Emma, nie chcę o tym gadać, dobrze?  Każdy powód, żeby napić się wódki, jest dobry, pamiętaj o tym.

- Pamiętam, niejednokrotnie przez to rano umieram - uśmiechnął się do mnie i pokazały się dołeczki. - Przestań się uśmiechać, wado genetyczna. - A on robiąc mi na złość uśmiechał się jeszcze bardziej. - Brak mi do ciebie słów.

- Oj no mała... - objął mnie, a ja zdjęłam jego ramię z siebie.

- Mała to jest twoja pała.

- Och, dobrze wiesz, że wcale nie jest taka mała. - zaśmiał się,  zapiął mi pasy.

- Potrafię sama...

- Maruda, dbam o twoje bezpieczeństwo.

- Masz o kogo dbać, mnie sobie odpuść.

- Nieważne - i się obraził... boże wrażliwiec.

11 komentarzy:

  1. O kurde, nieźle się zaczyna. Coś czuje, że będzie się tu dużo działo. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć cześć! Od samego początku historia bardzo mi się podoba. Matt jako niegrzeczny chłopiec, biorący ślub tylko dlatego, że chciałby napić się wódki i beznadziejne zakochana w nim przyjaciółka z dzieciństwa? To jest to, co Jenn lubi najbardziej! :3 Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek, hoty ( bo na nie się zapowiada ) wzloty i upadki. Coś czuję, że będzie genialnie!
    love, Jenny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, cześć :3 Jak sie podoba, to piszę dalej!

      Usuń
  3. Słodkie dołeczki Matta, który świetnie czuje się jako niegrzeczny chłopczyk +zakochana w nim równie niegrzeczna przyjaciółka? Oj będzie ciekawie, groźnie, gorąco i pewnie zabawnie. Kupuje to bez reklamacji xD
    Pisz dużo i szybko ;)
    xo Boo <3

    OdpowiedzUsuń
  4. JEEEEEEEESTEEEEEEEEEM!!!!
    Tak się cieszę, że zaczęłaś pisać nowe opo! <3 Wiem, że już nie będzie tak kolorowo, jak przy ostatnim (4 rozdziały dziennie i te rzeczy^^), ale będę czekała cierpliwie na każdy nowy rozdział (żartuję, nie jestem cierpliwa...).
    Sama historia porwała mnie od początku. Dokładnie od pierwszego zdania xD Uwielbiam Twoje poczucie humoru. Czuję, że będzie ostro. E. i M. jako przyjaciele, którzy mają wspólną przeszłość, a teraz jedno z nich stanie na ślubnym kobiercu, łamiąc temu drugiemu serce. Super! Nie sądzę, żeby M. miał zbyt długo trzymać swoją dżdżownicę z dala od E. więc liczę na ostre hotty^^ Obstawiam, że bzykną się w LV... Przecież M. musi sobie jakoś wynagrodzić to, że już niedługo będzie miał kunia w łóżku -.-
    I w ogóle to masz ode mnie kwiatka za tytuł bloga. Napisz tylko jakiego chcesz^^
    Po raz pierwszy w TYM miejscu,
    buziole, Pat:)
    Ps. Następne komentarze będą krótsze, ale ten pierwszy musiał być wyjątkowy, żebym miała się później z czego pośmiać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach moja niezawodna Patrycja <3
      Niczego nie zdradzę! nic nie powiem, to co wydarzyło się w Vegas, zostaje w Vegas ;>

      Usuń
    2. A za tytuł chcę stokrotkę ;3

      Usuń
  5. New!!!

    Kochanka Matta? Juz ją lubię, chociaż dopiero poznałam! Oczywiście Valary musi wszystkim przypominać jakim jest wrzodem na dupsku! I Vegas? Oby się w pore opamiętał z tym ślubem.

    lovee, Sillie

    OdpowiedzUsuń