Matt!
Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo może boleć życie bez Ciebie. Teraz przeżywam inną samotność to coś, co ma siłę jakiej wcześniej nie znałam. Bo nie wiedziałam, że mnie kochasz. To wręcz fizyczny ból, poraża całe ciało, wiotczeją ręce, słabnie głos, tracę siłę, świadomość, ochotę na cokolwiek, boli całe ciało, chwilami chce mi się krzyczeć, chwilami płakać, chwilami nic mi się nie chce. Bardzo boli myśl, że mogłabym być teraz obok Ciebie, tulić Twoje dłonie, całować usta, wdychać Twój zapach... Niestety jest to niemożliwe...
Pamiętam każdą chwilę spędzoną z Tobą, każdy gest, każde wypowiedziane słowo. Kocham Twój głos, uwielbiam kiedy po prostu jesteś... Wiem, że Ty też bardzo tęsknisz i cierpisz z powodu naszej rozłąki. Jest to najgorszy okres w naszym życiu i próba, jakiej nigdy wcześniej nie stawiliśmy czoła. Wiem też, że moja miłość do Ciebie jest tak wielka, że przetrwa wszelkie próby! Wierzę, że kiedyś będziemy razem. Liczę każdą sekundę, która zbliża nas do tej chwili...i mam nadzieję, że ty też czekasz.
Emma.
Codziennie
czytałem ten list, nie widziałem jej już miesiąc i nadal nie
miałem pewności, czy jeszcze kiedyś się z nią spotkam. Jej
ojciec kategorycznie zabronił mi się do niej zbliżać. On też
znał prawdę o mnie... to przez Val. Wiedziała jak się ustawić,
głupia nie wiedziała tylko jak uparta potrafi być Emma.
- Cholera Shadows, od 5 minut coś do ciebie mówię. - Warknął Johnny.
- Przepraszam, zamyśliłem się - poklepałem się po twarzy, byłem bardziej ogarnięty? Niezbyt.
- Musisz się wziąć w garść, mamy materiał do skończenia, a ty ciągle jesteś w innym świecie.
- Johnny, straciłem kolejną najważniejszą osobę w życiu, spróbuj mnie zrozumieć.
- Próbuje, ale nie rozumiem. Skoro ona nie umarła, to dlaczego o to nie walczysz? Tylko siedzisz na dupie i użalasz się nad sobą. Zresztą, wyjaśnij mi, jakie straciłem, wyznała ci po raz kolejny miłość. Pomyśl co ona musi teraz czuć, kiedy nie odpisujesz jej.
- Cholera Shadows, od 5 minut coś do ciebie mówię. - Warknął Johnny.
- Przepraszam, zamyśliłem się - poklepałem się po twarzy, byłem bardziej ogarnięty? Niezbyt.
- Musisz się wziąć w garść, mamy materiał do skończenia, a ty ciągle jesteś w innym świecie.
- Johnny, straciłem kolejną najważniejszą osobę w życiu, spróbuj mnie zrozumieć.
- Próbuje, ale nie rozumiem. Skoro ona nie umarła, to dlaczego o to nie walczysz? Tylko siedzisz na dupie i użalasz się nad sobą. Zresztą, wyjaśnij mi, jakie straciłem, wyznała ci po raz kolejny miłość. Pomyśl co ona musi teraz czuć, kiedy nie odpisujesz jej.
-
Ja to wszystko wiem, ale boje się, że znów ja skrzywdzę. Ona
zawsze czuła do mnie coś więcej. Pozwalałem jej na okazywanie
tego. Po czym zostawiałem ja i szedłem do Val. Fakt musiałem,
mieliśmy ten chory układ. Ale na tym ślubie, kiedy Emma weszła i
spojrzała na mnie... zrozumiałem, że tylko przy niej się nie
boje. Tylko teraz nie chcę, żeby moja przeszłość ją dopadła.
Johnny, nigdy na nią nie zasługiwałem, nigdy.
-
Emma miała racje, ty jesteś psem ogrodnika, nie jebanym, ale
pojebanym. Idź już lepiej śpiewać, do tego się nadajesz, reszta
życia ucieka ci przez własną głupotę.
-
Dzięki stary. - Wstałem, otrzepałem tyłek i wszedłem do studia,
wziąłem kartkę z tekstem „So Far Away” i zająłem się
pracą.
***
-
Dalej cisza? - spytała Abby
-
Nie wiem, czy jeszcze powinnam mieć nadzieje.
-
Nigdy wcześniej się nie poddawałaś, to będzie nowość. Kiedy
będziesz mogła stad wyjść?
-
W przyszłym tygodniu kończy się moja terapia. Nigdy nie wybaczę
mojemu ojcu, że zrobił ze mnie wariatkę. Okej facet chciał mnie
spalić, Emma z grilla, hura, ekstra zabawa. I co z tego, żyje...
doceniam to, ze w porę ktoś mnie uratował. I nie jestem wariatką.
-
Podejrzewam, ze Rob chciał za wszelka cenę oddalić cię od Matta.
-
Po pierwsze jestem dorosła, umiem sobie radzić w życiu, mam prace,
albo miałam. Mam dom, płace rachunki i podatki. A moje sprawy
sercowe to jest nie jego sprawa. On już sobie ułożył życie i
niech da szanse innym.
-
To twój ojciec, on to widzi trochę inaczej. Emma, ja tez wiem, że
bardzo cierpiałaś przez Matta, nie możesz tego ciągle wymazywać
ze swojej świadomości. Kochasz go, to miło z twojej strony, ale
nie dawaj tak sobą pomiatać, miej chociaż odrobinę godności.
-
Wara od mojej godności, mam ja i czujemy się obie dobrze. Daj mi
swój telefon.
-
Nie mogę, ty nie powinnaś się z nim kontaktować. Już
niepotrzebnie przekazałam mu ten list.
-
Potrzebne, chce żeby wiedział, że go kocham.
-
Nie robi na tobie wrażenia fakt, że zgwałcił dziewczynę?
-
Nie powiedziałam tego. Uważam, że zrobił straszną rzecz. Ale
wiem też, że już za to zapłacił.
-
Kochasz gwałciciela, faceta który zabił niewinną kobietę.
-
On nikogo nie zabił! Nie mów tak! - To oskarżenie było okropne, i
nieprawdziwe. - Matt popełnił w życiu wiele błędów, ale to ona
odebrała sobie życie, nie on jej.
-
On odebrał jej godność, kobiecość, zabrał z niej miłość,
radość i chęć do życia, przyczynił się do jej śmierci.
-
Wyjdź... - wstałam z łóżka i otworzyłam drzwi. - Żegnam Abby.
-
Popełniasz wielki błąd stawiając go na pierwszym miejscu. W końcu
zostaniesz sama. - całe szczęście jej wywody się skończyły, a
ja zamknęłam za nią drzwi. Usiadłam na łóżku.
Oczywiście, że miałam żal do Matta za to co zrobił, to że
ukrywał swoją historie tyle lat. To w końcu doprowadziło do próby
odebrania mi życia, przez brata Lilly, ale ja ciągle powtarzałam
w głowie to co powiedział Bob. Mój oprawca dał mi więcej nadziei
niż ktokolwiek inny „Na nikim mu bardziej nie zależy”. Jestem
dla Matta najcenniejsza, jeśli tak jest to nie umrę i proszę, czy
aby czasem ta historia nie kończy się tym, że żyje? Wiedziałam
ze tam był. Lekarze mówili, że głosy, które słyszałam, nie
były prawdziwe. Stres wpłynął na odróżnianie faktów, od tego
co sama uroiłam w głowę. Ale nie, nawet widząc czyhająca na mnie
śmierć, jestem pewna ze słyszałam jego głos. Potem pomachałam
kosiarzowi i wystawiłam język. Czułam jakbym leciała, prawdę
mówiąc wole ta wersje, od tej, że strażak wyniósł mnie z
płonącego domu. O ile fajniej będzie to opowiedzieć dzieciom „...
i wyleciałam z domu. " idealnie. Moje rozmyślania nad
opowieściami przy łóżkach moich pociech przerwała mama. Weszła
do pokoju z ciastem w pudełku.
-
Sernik?
-
Twój ulubiony - podała mi porcje i deserowy widelec, nosiła
sztućce w torebce? Tak to moja mama.
-
Mmm, dziękuje mamo. - Zaczęłam jeść i czułam jej wzrok na
sobie, spojrzałam na nią. - Hm?
-
Jak się czujesz?
-
Dobrze, nie mogę się doczekać, aż stad wyjdę. - Podała mi
telefon – po co mi to?
-
Zadzwoń - wepchnęła mi telefon w dłonie, a mnie nagle obleciał
strach.
Zobaczyłam,
że moja mama często z nim rozmawiała. Spis połączeń miał co
najmniej dwa telefony dziennie.
-
Rozmawiacie?
-
Tak, on zapytał czy mogę mu mówić o tym jak się czujesz. Tak
ogólnie, co robisz. Nie mówiłam mu tylko, że jesteś w klinice.
-
Martwi się. - Myślałam, że powiedziałam to pod nosem, ale jednak
na głos.
-
Zadzwoń, uwierz mi on się ucieszy. Bardzo się martwi.
Czekałam
aż odbierze, nie trwało do długo, po drugim sygnale usłyszałam
głos za którym tak tęskniłam.
-
Pani Smith? Coś się stało z Emma? - Zapytał lekko zdenerwowany,
och Matt. Ze mną wszystko dobrze. Brakowało mi współpracy aparatu
mowy z mózgiem. Nie mogłam powiedzieć ani słowa. - Hallo, co się
dzieje?
-
Wszystko dobrze. - Wyszeptałem, a po drugiej stronie zapadła
grobowa cisza.
-
Emma – powiedział po chwili, moje imię brzmiało tak pięknie gdy
on je wypowiadał.
-
Dostałeś list? - możne go nie dostał, w końcu Abby była taka
cięta na niego.
-
Tak, Jest wiele rzeczy, o których chce ci powiedzieć.
-
Mów, powiedz mi wszystko, chce cie słuchać.
-
Będziemy mogli się spotkać?
-
Ja … - Teraz przepadłam, w mojej głowie i duszy coś pękło. -
Nie wiem, nie ma mnie w Huntington Beach.
-
Rozumiem, przepraszam, że przeze mnie musiałaś uciekać.
-
Nie, nie masz za co. Po prostu tak było lepiej. Mój ojciec tak
uważał.
-
Wrócisz? - spytał z nadzieją.
-
Jak idzie nagrywanie płyty? - usłyszałam ciężkie westchnienie.
Ale ja nie wiedziałam czy wrócę.
-
Kończymy, chciałbym żebyś usłyszała to co nagraliśmy. Nie
musisz uciekać, ja nie zbliżę się do ciebie, nie skrzywdzę cie
już nigdy. To ja się usunę... masz prawo żyć tutaj, wśród
bliskich.
-
To co napisałam w liście... zapomnij o tym liście.
-
Ale Emma... Ja też cie kocham, zawsze, przecież wiesz.
-
Powodzenia Matt, trzymaj się. - Nacisnęłam „rozłącz” i
oddałam telefon mojej mamie. Co ja właśnie narobiłam.
-
Tak to miało wyglądać? - spytała mnie, chowając urządzenie do
torebki.
-
Nie, wszystko jest absolutnie źle...
-
Podjęłaś już decyzje. Jesteś odpowiedzialna za swoje wybory.
-
Tak będzie lepiej, musi być.
-
Och Emma dziecko, kiedy ty będziesz szczęśliwa? - Wzięła mnie w
ramiona. Chociaż czułam jej miłość, nie dostawałam w tych
objęciach nic więcej. Tęskniłam za nim, ale wybrałam inaczej niż
podpowiada mi serce. Ono nie możne działać dobrze, jest
poszarpane, popsute, gorsze i nikt go nie pokocha, już nigdy. Abby
miała racje, będę sama.
Tak wgl to on znowu musi przez to cierpieć? Tak, naprawdę widzę, że on tego żałuje. Ale gwałt to spore przewinienie, nawet żal za grzechy nie wróci życia tamtej.
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony widać, że ich do siebie ciągnie. najpierw perspektywa Matta, a potem Emmy.
No czekam na ich pierwsze spotkanie po rozstaniu, mam nadzieję, że jakoś sie to jednak wyjaśni. Masakra jak ja to wnikliwie czytam :)
lovee, Sillie
A ja staram się sprawdzać wszystko, żeby nie strzelić jakiejś gafy ;D
UsuńNIE MOGĘ UWIERZYĆ, ŻE ONA NADAL GO KOCHA PO TYM CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁA! TAK KRZYCZĘ! Wrrr no bez kitu E. bez kitu... Reszta komentarza w niedalekiej przyszłości. Nie wywiniesz się tak łatwo...
OdpowiedzUsuńNo to przecież Emma. jest U P A R T A i głupiutka troche ;D ale miłość wszystko wybaczy. Nie krzycz, kochaj Matta :3
Usuńgłupia Emma...
OdpowiedzUsuńNaiwna i w ogóle ble, wiem ;C ale no co ja poradzę.
UsuńAbby jest pojebana no sory ale to nie jej sprawa tylko ich więc z łaski swojej niech niech nie wpitala nochala bo jej utną ;]
OdpowiedzUsuńJuż ostrzę nóż ;D
Usuń