poniedziałek, 17 lutego 2014

12. Come back to me, it's almost easy

      Wylądowałam w Montreal'u gdzie dzisiaj miał być koncert Avenged Sevenfold. Nie mogłam przepuścić ich pierwszego występu po śmierci Jimmy'ego. Jechałam taksówką do hotelu, wiedziałam gdzie się zatrzymują, byłam w stałym kontakcie z Brian'em. Czy mogłam sobie odpuścić jakiś wieści o przyjacielu? Nie. To było silniejsze ode mnie, potrzebowałam pewności, że on sobie radzi. Wiele razy próbował się ze mną kontaktować, zostawiłam mu kilka wiadomości, że u mnie wszystko dobrze i żeby się nie martwił. Nie umieliśmy nic poradzić, tęskniliśmy za sobą a nasze uczucie nie wygasło. Starałam się zacząć swoje życie od nowa, znalazłam inną pracę, przeprowadziłam się do Los Angeles. Stałam w lobby hotelu i nie wiedziałam co zrobić, już uciekać, czy dać sobie, nam, szansę. Jechałam windą w górę, przecież Emma Smith nie poddaje się tak łatwo. Jestem naiwna, wiem, głupia, tak to oczywiste. Ale co poradzę, że kocham tego, pozbawionego skrupułów, faceta. Wpadłam do pokoju, niemal dosłownie, po potknęłam się o własne nogi, gdy zobaczyłam w końcu korytarza Zacka. Serce mi waliło, mam nadzieję, że mnie nie widział.

- Aaa! - krzyknęłam i szybko zakryłam usta, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

- Przepraszam, zostawiła pani bagaż przed drzwiami. - To Zack... kurwa, kurwa, kurwa.

- Tak? No tak... - idź sobie, idź … mówiła moja podświadomość.

- Ej Gates patrz, to zabawne, na walizce jest etykietka Emma Smith. - usłyszałam i zamarłam.

- Chodź, już jesteśmy spóźnieni... co cie obchodzi walizka. - poganiał go, ich głosy cichły z każdą chwilą. Aż słyszałam już tylko moje walące serce.

- Ja pierdole z wami... -otworzyłam drzwi i wzięłam walizkę do środka. - Głupia walizka! - wyzwałam ją, jakby była czemuś winna.
    Wzięłam chłodny prysznic, lipcowy dzień za bardzo pieścił promieniami słonecznymi. Ubrałam szorty, koszulkę zespołu, w której związałam supeł z nadmiaru materiału w okolicy brzucha. Do tego nieśmiertelne Vansy, no dobra poprzednie umarły i teraz były nowe i czyste. Związałam włosy w niechlujny kok, na nos poszły Rayban'y takie jak nosił Matt. Cóż po prostu kiedyś mu je zabrałam i nie oddałam, a on się nie upominał. Pojechałam na miejsce koncertu, było pełno ludzi, słońce świeciło intensywnie, a ja żałowałam, że nie mam teraz czapki, bo udar był gwarantowany. Zajęłam dogodne miejsce, wśród innych fanów. Zaczęli od Nightmare, a ja miałam ciarki, słyszałam piosenki z nowej płyty, ba... w jeden wieczór nauczyłam się ich na pamięć. Śpiewałam każde słowo razem z Shadows'em, który notabene miał na głowie irokeza, sama nie wiem czy w tamtej chwili go kochałam czy nienawidziłam. Bleh. Przy Critical Acclaim szalałam jak dziecko. A kiedy myślałam, że So Far Away wywołało u mnie najwięcej emocji...

- To już ostatnia piosenka i chciałem... ją zadedykować dla kogoś ważnego, najważniejszego. To kolejna najbliższa memu sercu osoba, którą straciłem. Emma... to dla ciebie. - Polecieli z Almost Easy. 

  To był koniec, wysłuchałam całej piosenki zalewając się łzami. Biegłam do wyjścia, przepychając ludzi, których mijałam. Nigdy nie biegłam tak szybko, znalazłam się przy ogrodzeniu, za którymi były autobusy zespołów. Nie wytrzymam do wieczora, aż wrócą do hotelu. Potrzebuję go tu i teraz.

- Dan! - Krzyknęłam gdy zobaczyłam go między autobusami, rozejrzał się, ale chyba nie zauważył. Kurwa!

- Mam go zawołać? - Spytał się mnie ochroniarz.

- Mógłbyś? To Dan, przyjaciel zespołu Avenged Sevenfold, mój też, proszę.

- Przysługa za przysługę. - Spojrzał na mnie, chyba chciał być seksowny, ale mu nie wyszło.

- No mów...

- Wpuszczę cie tu, ale zrobisz mi loda, a potem pójdziesz do kogo chcesz.

- Dobra, niech będzie. - Wpuścił mnie – Mogę ci coś powiedzieć na ucho ? - Pochylił się i dostał prawy sierpowy, a na dokładkę z kolana w krocze. Pobiegłam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą widziałam kolegę. - Cholera Dan, gdzie jesteś.

- Emma? - To Jason, dobrze cie widzieć.

- Berry! Jak dobrze, że jest tu ktoś znajomy, gdzie są chłopcy?

- Przeżywają koncert, byłaś tu przez cały czas?

- Tak... nie widzisz, że się rozmazałam? - Złapał mnie za rękę i prowadził do zespołu, a mój żołądek podszedł mi do gardła. - Shadows, mam dla ciebie gościa specjalnego. 
  
  W środku wszystko mi się trzęsło, odwrócił się i patrzył na mnie, trochę się zmienił, był smutny. Miałam wrażenie, że wszystko wokół nas się zatrzymało, jestem tylko z nim. Patrzymy na siebie nawzajem i próbujemy odgadnąć czego pragniemy. Zrobił krok w przód, a ja dalej stałam na swoim miejscu, onieśmielona jego urokiem. Stał przy mnie, nie spuszczałam z niego wzroku, jego dłoń spoczęła na moim policzku.

- Emma – moje imię w tej chwili brzmiało najpiękniej jak mogło, a znaczyło niemal to samo co „kocham cię”. Zaraz byłam w jego ramionach, oplotłam go nogami, on szczelnie tulił mnie do siebie. Wszystko co złe właśnie zniknęło, tu był mój dom, spokój, bezpieczeństwo i miłość. On był wszystkim czego tak pragnęłam w życiu, tylko jemu mogłam ofiarować swoje uczucie. Mógł być dla kogoś najgorszym człowiekiem na świecie, dla mnie zawsze był wszystkim.  

7 komentarzy:

  1. dla mnie zawsze byl wszystkim. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. To już? Tak łatwo? Okej, miałam nadzieję, że się zejdą i będą happy razem, ale nie sądziłam, że tak łatwo to pójdzie. No wiesz. Dedykacja i już rzucają się sobie w ramiona. Wiem, że to wielka miłość, ale myślałam, że będzie musiał się jakoś postarać, jakoś pokazać, że nie jest już tamtym człowiekiem, i że chce być lepszy ze względu na Emme, że chce być lepszy dla niej.
    I jakoś tak pomyślałam, że ta terapią z rozkazu ojca, to nie była żeby uporała się z tą prawie śmiercią, ale żeby odseparować ją od Matta. I polubiłam mamę. Chce żeby córka była szczęśliwa i chyba widzi, że jest to możliwe z Sandersem. W końcu gdyby była przeciwko to nie mówiła by jemu jak dziewczyna się czuję. I pewnie musiała rozmawiać z nim w tajemnicy przed ojcem Emmy.
    Ale się rozpisałam xD W każdym razie, czekam co dalej dla nas masz ;)
    xo Boo <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dooobra. Jestem. Dalej nie wierzę w to, co zrobiła E. Jak mogła tak szybko wybaczyć M.???? Litości, on ZGWAŁCIŁ dziewczynę, która później się przez to zabiła, heeelllloooo!!! Mogłaby chociaż jakieś dylematy życiowe przeżywać, a nie ciągłe ja gooo kooochaaam, ale nie mooożeeemy byyyć raaazem. Dziewczyno ogarnij dupę, to nie ty jesteś tu najbardziej pokrzywdzoną, ani tym bardziej on! I wali mnie, że M. jest teraz innym człowiekiem. Rozumiem, że można się zmienić, ale niech trochę pocierpi. A nie, że ta mu się od razu w objęcia rzuca...
    Kurcze no, wiesz jak wzbudzać emocje i chwała Ci za to! Bardzo, bardzo mi się podoba <3
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciskam zęby ale kufa, sama za Mattem jestem jak diabli. Przymknę oko na takie łatwe wybaczanie, znienawidzę go dopiero jak zabije psa jakiegoś.

    Lovee, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja to rozumiem. jest zakochana od lat, trudno takie coś złamać. to nie było tak, że poznała go w klubie, dzień później byli parą, a za tydzień dowiedziała się, że spotyka się z gwałcicielem, noo. także czaję. no i z tego co zrozumiałam to też nie poleciała do niego od razu tylko trochę czasu minęło. oby znowu czego nie odjebał!

    with love,
    z.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagrywanie i wydanie płyty troche trwa, Emma nie była aż taka łatwa, ale po co opisywać smuty i dołki siedządzej w LA dziewczyny ;D

      Usuń