czwartek, 27 lutego 2014

15. Diamentowe zęby Matt'a

 Stałam w czarnej sukience przed kolano, po raz setny chyba patrzyłam w swoje odbicie w lustrze.

- Wyglądasz nieziemsko - Matt stał za mną i zabrał moje długie włosy z szyi żeby mnie pocałować. Gdy to robił miałam ciarki. Jego ciepłe, miękkie usta zostawiały na skórze ślad, a powietrze, które chłodziło lekko wilgotne po pocałunku miejsce, przypominało mi o słodkiej przyjemności.

- Cieszę się, ze idziemy na ten zjazd - poprawił swoją koszule, muszę przyznać, ze w czarnej koszuli, dopasowanej do jego sylwetki, wyglądał niemożliwe seksownie. - czemu tak mi się przyglądasz?

- Bo jest cholernie podniecająco.

- Jest coś, co cie nie podnieca?

- W tobie? Twoje diamentowej żeby. - zachichotałam jak głupia na wspomnienie jego epizodu z nakładkami.

- Już się ich pozbyłem. Skoro wyglądasz pięknie to jedziemy. - Po prostu złapał mnie za rękę i poszliśmy do samochodu.

Jechał jakaś okrężną drogą, coś dzisiaj kombinował, a ja nie mogłam odgadnąć o co chodzi. Gdy
podjechaliśmy pod szkołę parking był pusty, żadnego baneru mówiącego, że dzisiaj jest zjazd.

- Jesteś pewny, że to dzisiaj? Nikogo tu nie ma.

- Jesteśmy za wcześnie, no nic przejdziemy się po szkole. - Wysiadł i otworzył mi drzwi, oho coś się święci.

- Brałeś coś? - Zamknął samochód i splótł swoje palce z moimi, zgrabkowane dłonie, uwielbiałam to.

- Nic, nie wiem o co ci chodzi, chodź – pociągnął mnie lekko i poszłam za nim. Miałam dzisiaj szpilki i byłam bardziej zbliżona wzrostem do niego, mieć bliżej do jego ust, cudownie. Skorzystałam z tego przywileju. Objął mnie w talii i przyciągnął bliżej swojego ciała, położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, czułam jego ciepło i twarde mięśnie. Zamruczałam z przyjemności.

- Emma... co ty ze mną robisz. - Powiedział z zamkniętymi oczami, a jego usta ułożyły się w uroczy uśmiech.

- Kocham cię. - Skwitowałam krótko, znów złapał mnie za rękę i szliśmy korytarzem szkolnym w stronę sali gimnastycznej, było cicho i pusto. Zapamiętałam to miejsce inaczej, jako tętniące życiem miejsce spotkań, seksu w toaletach, zawodów miłosnych, wyrywania sobie włosów przez dziewczyny, krzyki nauczycieli i Matt'a, który siedział najczęściej przy drzwiach dyrektora. Nagle na korytarzu zgasły światła, wystraszyłam się i mocniej złapałam go za rękę.

- Nie bój się, sprawdzę co się stało, zostań tu.

- Nie! Ciebie chyba popierdoliło, nie zostawiaj mnie.

- Kotku, po prostu stój tutaj, ja wrócę. A jak nie, to znajdziesz drogę. - Puścił moją rękę, a ja w kompletnej ciemności nie widziałam gdzie się podział.

- Matt! Masz tu natychmiast wrócić! Wykastruje cie przysięgam! Wracaj słyszysz?! - Otoczyła mnie cisza, nie słyszałam jego kroków, jego głosu, słyszałam tylko moje walące z zawrotną prędkością serce.

- Nie bój się Emma – usłyszałam głos gdzieś obok mnie, poczułam czyjś oddech na swojej skórze i znów ta cisza.

- Jesteśmy tu Emma – Kolejny głos … co tu się kurwa dzieje, czy to będzie niestosowne, jak zaraz nawale w majtki ze strachu? … Matt już nie żyjesz.

- Wiemy gdzie jesteś, ty nas nie widzisz – Kolejny mężczyzna, przysięgam, że znam te głosy, ale wiem skąd, strach mnie obleciał. Jestem sama. Zaczęłam biec, przed siebie, przerażona i zagubiona, potrzebuje tego sukinsyna. Wpadłam na coś, światło na korytarzu się zapaliło, a ja trzymałam się za nos, przypieprzyłam o drzwi od sali gimnastycznej. Otworzyłam je, bałam się spojrzeć za siebie. Oniemiałam, sala wypełniona była czerwonymi różami, wręcz bordowymi, piękne. Na środku był rozstawiony podest, na nim Brian z gitarą, Zack tak samo, Johnny z basem, Mike za perkusją a Matt stał jak ciota przy mikrofonie. Ok, a teraz mi panowie wyjaśnią co się dzieje. Tak się jednak nie stało, w mojej głowie rozbrzmiała piosnka Dear God. Shadows śpiewał ją jak nigdy wcześniej, była pełna miłości... do mnie, potrzeby opiekowania się mną. Zalałam się łzami, byłam zawodową płaczką, ale to co zrobił dzisiaj, kurde kto by się nie popłakał. Podszedł do mnie śpiewając ostatni raz refren, po czym padł na kolana i wyciągnął z kieszeni spodni małe aksamitne pudełko, otworzył je a ja zakryłam usta dłońmi, to prawdziwy
błyszczący pierścionek...

- Matt... - wyszeptałam a łzy płynęły już równym strumieniem po obu policzkach.

- Emma... moja mała.
Jesteś latem mym i wiosną roześmianą wciąż radością. To ty zimą i jesienią, jesteś kwiatem i zielenią. Tyś mym źródłem i strumieniem, w tobie gaszę me pragnienie. Z tobą wszystkie chwile dzielę świątek, piątek i niedzielę. Składam dzisiaj w twoje ręce życie moje i... me serce. - O kurwa Matt poetą, kocham go! - Wyjdziesz za mnie?

- Tak idioto! Tak! Tak! Tak! Boże tak! - rzuciłam mu się na szyje, biorąc pod uwagę, że klęczał, to poskutkowało tym, że oboje leżeliśmy na podłodze sali gimnastycznej śmiejąc się jak głupki. Chłopcy zaczęli grać wesołą melodię a Brian zaczął podśpiewywać do mikrofonu

- Powiedziała tak, powiedziała tak o o o powiedziała tak!

Matt wsunął na mój palec śliczny pierścionek z diamentowym oczkiem, pasował idealnie. Przytuliłam się do niego mocno, dając mu całą swoją miłość, która wreszcie zostaje tak bardzo doceniona.

- Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.

- Nie wiem co powiedzieć Matt, dziękuje nie wystarczy.

- To ja mam ci za co dziękować i będę to robić do końca moich dni. - Pocałował mnie. - Zagramy dla ciebie koncert, co ty na to?

- Ja wybieram piosenki, zobaczymy na co was stać. - Nie przestawałam się uśmiechać, oni grali dla mnie każdą moją zachciankę, nawet jak czegoś nie znali to improwizowali, a to kończyło się instrumentalną katastrofą i kupą śmiechu. Uwielbiałam ich, to moja rodzina, to moje życie.


Wróciliśmy do domu grubo po północy, ja dowiedziałam się już, że spotkanie absolwentów to wymysł Matta, który uznał, że oświadczyny w szkole, w miejscu w którym go pokochałam to będzie dobry pomysł. Cóż nie mogę zaprzeczyć, to mi się niesamowicie podobało, zrobione tylko dla mnie, pamiętając o moich uczuciach. Nie mogę się przyzwyczaić, że coś ciężkiego ozdabia mój palec, wciąż się gapie na to cudo i uśmiecham się, ciekawe czy będę mogła powodować wypadki przez ten pierścionek, tak oślepić kilku głupich kierowców... niech giną. Moje mordercze myśli przerwał mój narzeczony, który stał za mną, chwycił za uchwyt zamka i zaczął powoli przesuwać się w dół, czułam jego ciepłe palce na swoich plecach.

- Jesteś już moja. - Pocałował mnie w szyje.

- Zawsze byłam twoja – wymruczałam i odwróciłam się do niego, on zsunął sukienkę z moich ramion a materiał spał do mych stóp, stałam przed nim w szpikach i koronkowej czarnej bieliźnie. Oczy mu błyszczały, złapał mnie lekko za brodę i uniósł mi głowę, patrzyliśmy na siebie.

- Bez gry wstępnej proszę, jestem cała mokra i pragnę cię jak chyba jeszcze nigdy... - Zaczęłam go namiętnie całować, jego dłonie powędrowały na moją talie i pośladki, potem w górę, rozpinał mi stanik. Położyliśmy się na łóżku, był nade mną, złapałam go za szyję i przyciągnęłam do swoich ust. Uwolnił się, całował mój dekolt, piersi, to takie przyjemne. Schodził niżej, błagam bez wstępów przeleć mnie po prostu... chociaż nigdy nie jest „po prostu”. Spojrzał na mnie z dołu i złapał zębami za materiał mojej bielizny i ciągnął uniosłam tyłek a on pomagając sobie rękami zdjął ze mnie resztki odzienia, o dziwo zostawił buty. Rozsunął mi uda i wrócił na górę. Całował jak szaleniec moją szyję, od góry do dołu, z tego będą malinki! Pieścił moje jędrne piersi. Mimowolnie zaczęłam się ocierać o jego nogę, która wdarła się pomiędzy uda. Posuwałam się w przód i tył, tak masowałam łechtaczkę wykonując te ruchy, bo cholera jasna jemu się zebrało na cmoki. - - - Matt! Ja mam swoje lata, nie będę mokra wiecznie. - Upomniałam go, usłyszałam jego śmiech i dźwięk rozpinanego rozporka. Mocno we mnie wszedł. Czułam jego jądra na mych udach… Pchał raz po razie, coraz szybciej, coraz mocniej, coraz bardziej… A ja chciałam go jeszcze głębiej! Pociągnął mnie, on siedział na piętach a ja na nim. Jest ogromny. Momentami miałam wrażenie, ze rozrywa mnie jego wielkość. Poruszałam się na nim szybko, w górę i w dół, za każdym razem czułam jak jego męskość rozpiera moje ciasne wnętrze. Oboje sapaliśmy głośno, jęki były tak spontaniczne i naturalne, że absolutnie się ich nie wstydziłam, nigdy. Ponownie mnie całował, stymulował piersi lewą ręką. Było mi fantastycznie…

- Odwróć się, proszę – jęknął.

Zrobiłam to czego oczekiwał, wypięłam pośladki w jego kierunku i pozwoliłam by posuwał mnie od tyłu, szparka zaczynała pulsować co oznaczało, nadejście tak bardzo upragnionego orgazmu. On nie zwalniał, nadal jego ruchy były szybkie i głębokie. Ja już dłużej nie mogłam. Czuł, że dochodzę, w momencie gdy skurcze zaczynały obiegać moje ciało, nieoczekiwanie wsadził palec w moją drugą dziurkę, co tylko zwiększyło orgazm. Moje jęki doprowadziły również do jego finału. Wytrysk był tak intensywny, że chyba poczułam jak coś uderza mnie w głowę...

- Nie tracisz formy mój przyszły mężu – wysapałam leżąc na brzuchu, kompletnie wyczerpana. Dostałam klapsa- Ała! Zły przyszły mąż!

- Mam pocałować?

- Rób co chcesz, ja właśnie biegnę przez tęcze... - Tak wiele szczęścia przez orgazm, no i pierścionek i jego miłość. 

9 komentarzy:

  1. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaattttttttttttttttt
    Kocham go, serio w tym opo wymiata ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. No to ja rozumiem oświadczyny w miejscu poznania super :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Soł słitttt <3333
    Ten rozdział to już w ogóle mistrzostwo. Od początku do końca nie mogłam przestać się uśmiechać. M. taki romantyczny (dobra, jak się jej oświadczał to śmiechłam trochę. Ale tylko trochę, a to już duży postęp!). Cały zespół tak wspaniale włączył się do całej niespodzianki. W ogóle brakuje mi hottów z B. Weź zrób jakąś kanapkę czy cuś;) Taaa jestem dzisiaj w wyjątkowo zboczonym nastroju. O ile nastrój może być zboczony... O.o I końcówka *o* Zdecydowanie najlepszy Twój hott do tej pory jak dla mnie. I chyba jeszcze nigdzie tego nie napisałam, więc Maaaattttt <33333 ;)
    Buziole od zachwyconej Pat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brian jest głęboko w moim sercu, ale seksu z nim nie bede opisywac, bo ... musiałabym go ruchać z Miszel... fuj fuj fuj!

      Usuń
  4. Ojejejejejejjejejeje! Tak coś czułam, że zjazd absolwentów kryje jakąś tajemnice. Matt się niewyobrażalnie zmienił, jaki on uroczy! I wciąż gorący :3 Pisz więcej i częściej, ja jestem na bieżąco :)
    love, Jenny

    OdpowiedzUsuń