piątek, 14 lutego 2014

7. Wychodzimy na prostą.

   Wszystkie ostatnie dni wyglądały podobnie. Dom Matt'a pękał w szwach. Jedni wchodzili, inni wychodzili. Ja ciągle coś gotowałam, piekłam. Zajmowałam się tym i chociaż na chwile byłam skupiona na czymś innym niż płacz i wściekłość, ze to spotkało wlaśnie jego. Shadows praktycznie się nie odzywał, chyba ze opowiadał jakieś krótkie historie o jimmy'm . Jedyne co dawało mi szczęście w tym czasie to świadomość, ze on mnie potrzebuje. Często przychodził i po prostu mnie przytulał. Wlaśnie teraz tak zrobił. 

- Dziękuje, że jesteś. 

- Matt, nie dziękuj, zawsze będę blisko. 

- Wspierasz mnie jak nikt inny. 

- Po prostu cie kocham. 

- Moja Emma. - poczułam jak mocniej mnie obejmuje, a okolica mojego karku robi się mokra. On płacze... 

-Matt - odwrociłam się do niego przodem. Złapałam twarz w dłonie i powycierałam łzy. - proszę nie płacz, to już niczego nie zmieni. Jestem tu, zawsze będę. - złapał mnie w talii i posadził na blacie, różnica wzrostu z pewnością wywoływała u niego ból pleców. Dziwne ze po tylu latach nie wyglądał jak Kwazimodo. 

- Nie odchodź nigdy. Straciłem już przyjaciela, nie mogę stracić już nikogo więcej, nie przeżyje tego. Nie ciebie. 

- Dość, weź się w garść, Jimmy nie żyje, nie cofniesz tego. Wszystkim nam go brakuje, nikt nie wie co będzie dalej. Ale twoje biadolenie na nic się tu nie przyda. Bądź mężczyzna. - tuliłam go i smerałam po głowie. Mój zagubiony chłopiec. 

- Proszę, proszę, gołąbeczki. Nie znasz o nim prawdy, nie wiesz jakim potworem potrafi być. On nie kocha, nie umie... Prawda Matt? My mamy nasz mały sekret. Nie podzieliłeś się nim ze swoją najlepsza dziwka. 

- Wyjdź z mojego domu, wyjdź! Mam dość ciebie, twoich szantaży, gierek i kaprawego ryja. Wynoś się stad i nie pokazuj mi się więcej na oczy. Tu jest miejsce dla rodziny i przyjaciół. Wszyscy są tutaj żeby wspierać się w trudnych chwilach. A ty przyszlaś i siejesz zamęt, won! - Matt krzyczał, nigdy taki nie był w stosunku do mnie. Val musiała mu coś zrobić, że aż tak stracił kontrolę. Złapałam go za rękę, momentalnie się rozluźnił. 

- Znów cie skrzywdzi, jesteś naiwna. - Dodała tleniona blondynka i wyszła z domu. 

- Przepraszam. - puścił moja reke i poszedł nalać sobie czegoś mocniejszego. Było mi go szkoda, z drugiej strony jej wizyta wzbudziła we mnie ciekawość. Co takiego ukrywał, dlaczego wiedziała o tym Val a nie ja, to nawet zabolało. Wyciągnęłam sernik z piekarnika i zaraz nie było po nim śladu. Wiec wzięłam się za robienie kolejnego. 

  W dniu pogrzebu wszyscy byli podenerwowani. Co chwile wybuchały jakieś kłótnie.  Dopiero na cmentarzu był spokój. Ceremonia była bardzo przytłaczająca, chłopcy zalewając się łzami powiedzieli kilka słów o zmarłym przyjacielu. Chłopcy później poszli do baru,  ja z Abby i Genna pojechalam na zakupy. Kiedy wróciłyśmy oni siedzieli w salonie przeglądając jakieś kartki. 

- Co tam macie? - zapytałam i podeszłam bliżej, obok pudła stało drugie, trzecie i czwarte. Wypełnione po brzegi zdjęciami fanów z zespołem, listów, pamiątek. 

- Oni nas potrzebują. - powiedział Zacky

- A wy potrzebujecie ich... - usiadłam i sama zaczęłam przeglądać te rzeczy. To łapało za serce, ludzie z całego świata dokładali nam swoje wsparcie. 

- Co dalej z nami będzie? - zapytał Johnny ocierając łzy. 

- Wracamy do studia, musimy skończyć to co zaczęliśmy... Będzie zajebiście ciężko. Ale kurwa chłopaki, mamy dla kogo.. - powiedział Brian pokazując na kartony pełne miłości i wsparcia dla zespołu. - Należy im się. A my mamy w sobie więcej siły niż nam się wydaje. 

- Nie możemy zmarnować materiału, który nagraliśmy z Jimmy'm. - dodał Matt. 

- A kto usiądzie za bębnami? - spytałam oglądając kolejne pamiątki. 

- Chyba mam pomysł. - Matt wziąl swój telefon i wyszedł z salonu. 

  Tydzień później szykował się na spotkanie z Mike'm, bardzo się denerwował. 

- Poradzisz sobie, ej. - poczochrałam go. 

- Myślisz, że się zgodzi? Nikomu innemu nie oddam partii Jimmy'ego

- Spotkasz się z nim i się dogadacie, jestem tego pewna. On wie w jakie jesteście sytuacji, będzie dobrze. No już, weź się w garść. - uśmiechnął się do mnie i pocałował. Obie te rzeczy były dla mnie nie lada zaskoczeniem. Posmerałam jego lekko zarośnięty policzek. 

- Kocham cie, trzymaj za mnie kciuki. 

- Trzymam mocno. - pocałował mnie jeszcze raz i poszedł. Pierwszy raz od śmierci jimmy'ego poczułam, że wszystko zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. 



6 komentarzy:

  1. szybko akcja idzie :D kiedy slub?:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Po ostatnim, boję się dodać komentarz, ale PODOBA MI SIĘ! BARDZO!
    Buziole, Pat:) <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Val ma naprawdę kaprawy ryj! Brawo za powiedzenie tego głośno!

    Lovee, Sillie

    OdpowiedzUsuń