Nie
mogłam zasnąć tej nocy, patrzyłam na niego, tak spokojnie spał.
Kogo widziałam w tej chwili? Mojego przyjaciela, nie chłopaka,
który jako nastolatek robił więcej złego niż dobrego. Mogłam
mieć wyrzuty sumienia? Pewnie, ze tak, ale ich nie miałam, zawsze
potępiałam jego wybryki, gdybym wiedziała o tym zaraz po fakcie, nie
wiem czy nasza przyjaźń by przetrwała, nasza
Miłość.
Tylko, ze ja nie wiedziałam. Całe lata żyłam u jego boku widząc
jak staje się dobrym człowiekiem, odnosi sukces dzięki swojej
ciężkiej pracy, jak potrafi kochać, wspierać i pomagać. Nadal
nosi ze sobą tamta przeszłość, ale znów ma mnie, razem będzie
nam łatwiej udźwignąć ciężar tych wydarzeń. Objął mnie
mocniej przez sen, mam nadzieje, ze nie śni mu się znów ten
koszmar. Już wiedziałam co śniło mi się tamtej nocy i w wiele
innych gdy budził się przerażony, zlany potem, a potem tulił się
do mnie błagając żebym była tu przy nim. A potem zasypiał, role
się odwracały i to on spał w moich ramionach, przytulony
najmocniej jak umiałam. Chociaż moja siła była żadna w
porównaniu z jego. Czasem nie umiał sobie poradzić ze swoją siła,
to wtedy popełniał najwięcej błędów najgorsze co widziałam w
jego wykonaniu to bójka w barze. Kopał mężczyznę wyższego i
szerszego od siebie, zadawał mu cios za ciosem, tylko dlatego, ze
zaczepił naszego znajomego. Tak radził sobie z emocjami i
rozładowaniem sił, ewentualnie seksem, ale nie praktykował tego na
mnie. Zrobił mi coś gorszego od złamania serca, o ironio po to by
mnie przed sobą chronić? Nie. To odpowiedź na to pytanie sprawiła,
ze mogę leżeć tu teraz i dalej cieszyć się naszym uczuciem.
Około 11:00 Matt się obudził.
-
Wypuścisz mnie w końcu z objęć? - spytałam, a uśmiech nie
schodził mi z twarzy.
-
Hm... Nie. - Uśmiechnął się a zaraz potem mnie pocałował. To
było coś w rodzaju niewinnego cmoka, który zaraz przerodził się
w namiętnym pocałunek, pełen tęsknoty. Jego dłoń dotykała
mojego policzka, delikatnie gładził kciukiem skore mojej twarzy.
Jego miękkie usta dotykały moich a już po chwili czułam jego
język, nie musiał nawet zachęcać mnie do wspólnej zabawy. Nagle
wszystko popsułam, złapałam jego krocza, obudził we mnie
pożądanie, to takie dziwne? Jest obrzydliwie przystojny i
pociągający. Nie chce mnie? ...
-
Emma, nie.
-
Ale dlaczego? - zrobiłam naburmuszoną minę.
-
Sex z tobą jest obłędny, wyjątkowy i uwierz mi, cholernie trudno
mi wytrzymać. Ale nie, daj mi szansę pokazać ci, ze zależy mi na
czymś więcej niż seks.
-
Ale ja wiem, ze ci zależy na mnie. Gdybym tego nie wiedziała, to by
mnie tu nie było, bo spłonęłabym w tym cholernym domu.
-
Daj mi szanse się wykazać, ok? Bardzo mi zależy. - znów ten
nieśmiały cmok.
-
Dostanę kwiaty i będzie seks tak?
-
Wyczuwam nutkę desperacji? - zaśmiał się i dał całusa w nos. -
tęskniłem.
-
Ha ha ha. Cmoknij mnie w dupę.
-
Nie prowokuj. - te przeklęte dołeczki! Ucałowałam jeden i drugi.
-
To co? Skoro nie skorzystam z twojego wzwodu, to może chociaż
dostanę śniadanie?
-
Wezmę tylko prysznic i zamówię coś.
-
Prysznic? - przejechałam palcem po jego torsie.
-
Bądź grzeczna, to dostaniesz to na co tak czekasz. I o wiele
więcej.
-
Idź się umyć, może ci się myślenie poprawi i zmienisz zdanie.
-
Nie licz na to, ale doceniam twoja Determinację. - poszedł do
łazienki, ja z braku czegokolwiek lepszego do robienia grałam na
jego konsoli w medal of honor, tak wszyscy zgina z mojej ręki!
Zjedliśmy wspólne śniadanie, rozmawialiśmy o czekającej zespół trasie. Planach związanych z kolejnym teledyskiem. Naszych planach co dalej. Miałam się do niego wprowadzić, wolałam żeby zamieszkał ze mną, miałam przecież prace w los Angeles. Ale to było jeszcze to obgadania, teraz spacerowaliśmy po mieście. Trzymałam w ręce kosz kwiatów, nie oddam nikomu.
-
Są dość ciężkie, możne mi je dasz?
-
Nigdy, są moje - ścisnęłam mocniej uchwyt. Nigdy nie dostałam od
niego kwiatów.
-
Przecież ci ich nie zjem chce pomoc, nie masz dużo siły.
-
Od moich słabych ramion to się odczep, a kwiatów nie dostaniesz,
bo skąd wiem, ze pod wpływem ciepła nie zamieniasz się w kozę i
mi ich nie zjesz?
-
Słońce ma akurat na ciebie większy wpływ, ten zły, bo majaczysz.
- zaśmiał się i złapał mnie za rękę, jesteśmy na ulicy,
och... Zwariował. - masz ochotę na kawę? - i wskazał na urokliwa
mała kawiarnie.
-
Pewnie i sok. - otworzył mi drzwi i puścił przodem, no wariat.
-
Siadaj a ja coś zamówię - pocałował mnie, niedaleko siedziało
kilku mężczyzn, no tak znaczył teren. Wrócił z kawa dla mnie i
dla siebie, oraz sokiem i ciastem.
-
Poszalałeś - napiła się pysznego soku pomarańczowego.
-
Jeszcze nie raz cie zaskoczę.
-
Tak samo jak rano? - wypomniałam mu to ze odmówił mi seksu.
-
Emma, proszę. Możemy to zrobić nawet tutaj w tej chwili, ale ja
chce zęby było wyjątkowo.
-
Tutaj byłoby zdecydowanie mało intymnie. Ci panowie na nas patrzą.
-
Na ciebie, ale maja szczęście, ze się tylko patrzą. - ostatnie
słowa wycedził z zaciśnięta szczeka, oj Matt daj spokój.
Rozmowę
przerywał nam nalot fanów, podejrzewam ze pierwsza dziewczyna
prosząca o autograf na cycku, rozpowiedziała całemu światu gdzie
się ukrył M.Shadows. Głupia kurwa.
-
Hej złośnico.
-
Nie jestem złośnica, ta baba właśnie zmacała ci tyłek. - Byłam
wściekła.
-
Upomniałem ja, co więcej mogłem zrobić?
-
Zabić. - Warknęłam.
-
Gdybym miał zabijać wszystkie dziewczyny, które mnie dotknęły,
nie miałbym fanek.
- Tym lepiej dla mnie.
-
Jesteś zazdrosna - uśmiechnął się. Ja zazdrosna? Nawet nie wiesz
jak bardzo.
-
Mam powody, ty zresztą też znaczyłeś teren jak tu przyszliśmy.
-
Znaczyłem teren? - roześmiał się
-
Pocałowałeś mnie przy tych wszystkich panach.
-
Oj Emma, co ja się z tobą mam. Wracamy do hotelu. - Oznajmił i
wziął moje kwiaty, o nie wara od nich.
-
Moje - powiedziałam krótko i zabrałam je. Niosłam dumnie kosz do
samego hotelu, a on trzymał mnie za rękę.
Zjedliśmy wspólnie z chłopakami obiad, potem kolejny koncert i nie wiem już, czy Matt tak szalał bo miał pierwszy stres związany z występem, za sobą, czy to możne moja zasługa. Z samego rana wróciliśmy do Huntington Beach. Ja zabrałam trochę swoich rzeczy z mieszkania. Wróciłam do miejsca w którym wszystko miało być już dobrze. W końcu byłam przy nim.
Matt jaki gentleman <3 dobrze, niech się trochę postara. A ona jakaś strasznie napalona ;D
OdpowiedzUsuńMIesiące postu ;D
UsuńZmiany czcionki z rana niezbyt działały na płynność mojego czytania prawdę mówiąc.
OdpowiedzUsuńSłodki Matt z rana to wszystko czego można potrzebować prawda? Okazuje się, że nie. Może nawet znalazłaś sposób żeby go jakoś zrehabilitować? I wcale nie mam na myśli tego obłędnego śniadania i kwiatów. Chodzi o jakąś zmianę w jego usposobieniu,której na razie nie jestem w stanie nadać żadnych cech.
lovee Sillie
Nie zwróciłam uwagi, że jest inna czcionka, wybacz :D
Usuńjak mogl odmowic seksu!?!?!?!
OdpowiedzUsuńMa sie z kim zaspokajać ;P
UsuńI oficjalnie przepraszam, za błędy słowne, pisanie na telefonie się jednak nie sprawdza :)
OdpowiedzUsuńUznam, że rozdziału 8 nie było, bo chyba tylko ja nie mogę ogarnąć jak można wybaczyć M. Więc wmówię sobie, że to był tylko jego koszmar...
OdpowiedzUsuńKurczaki, a tak liczyłam na jakieś małe porno^^ Chociaż nie sądzę, żeby M. mógł się zbyt długo opierać E. i jej macanku :D W ogóle bardzo pozytywny rozdział, podoba mi się. Tylko brakuje mi trochę reszty zespołu. Nie, nie chodzi mi tylko o B. :P
Buziole, Pat:)
Nie można nie wybaczyć w bajkach :D
UsuńBlogger ssie i ciągle robi mi mniejszą czcionkę, lub inne psikusy, wybaczcie ;)
OdpowiedzUsuńkuuurde, kocham dramaty, tragedie, erotykę, ale takie odcinki są najlepsze pod słońcem! I dziękuję Ci za niego, jest naprawdę ciepły ;)
OdpowiedzUsuńlove, Jenny